piątek, 26 czerwca 2015
czwartek, 25 czerwca 2015
Time to say goodbye
To juz ostatki mojej irlandzkiej przygody. W następny poniedziałek wylatuję z "zielonej wyspy ". Czy jest mi smutno? Szczerze mówiąc ( jak na tą chwilę ) nie bardzo. Tak naprawdę jestem strasznie podekscytowana najbliższą przyszłością i już nie mogę się jej doczekać!
29 czerwca ( po raz trzeci w tym miesiącu ) będę śmigała sobie samolotem wysoko, wysoko nad ziemią. I jak zwykle to u mnie bywa, będę się zachwycała tym stanem. Pewnie uronię w myślach kilka łez ponieważ wszystkie znaki na niebie na niebie pokazują, że kariery pilota nie zrobię. Lot będzie trwać kilka (dłuższych ) chwil, później lądowanie w Kopenhadze, gdzie będę miała kilka godzin do następnego samolotu.
Przejrzałam już chyba wszystkie możliwe zdjęcia z Kopenhagi, które do zaoferowania miał wujek Google i bardzo bym chciała chociaż na chwilę wpaść do centrum miasta. Cały czas zastanawiam się jak to zrobić, żeby nie spóźnić się na następny samolot. Ale jak to mówią - Do chcącego noc trudnego... Zobaczymy tylko jak bardzo będzie mi się chciało.
Po kilku godzinach w stolicy Danii, wsiadam w następny samolot, który przetransportuje moją osobę do Ojczyzny.Po wylądowaniu na lotnisku w Modlinie będę musiała się przetransportować do Grodziska Mazowieckiego, gdzie spędzę kilka dni z rodziną. Jeszcze nie wiem jak to zrobię, bo wszystkie połączenia kolejowe wyglądają, na moje oko, jak jakiś labirynt. Liczę na to, że spotkam jakichś poczciwych ludzi, którzy mnie pokierują ( taka metoda prawie nigdy nie zawodzi).
Po krótkim pobycie w Grodzisku czeka mnie podróż do domu <3 po czym kolejna przeprowadzka do Krakowa, gdzie mam zamiar spędzić całe wakacje.
Drugim powodem, dla którego mi śpieszno do ojczyzny jest fakt, że brakuje mi takiego poukładania przestrzeni życiowej na "pracę" i "dom". Nie wiem, czy ma to jakiś sens, ale chodzi mi o to, że tutaj praktycznie mieszkam w pracy ( takie uroki au pair) i wcale mi to nie odpowiada. Brakuje mi takiej swobody, kiedy teoretycznie powinnam ją
mieć. Ale przede wszystkim brakuje mi takich szczerych, bezinteresownych relacji- bo tutaj z tym problem. Nie mówię też, że tutaj nie poznałam nikogo bezinteresownego. Wręcz przeciwnie! Poznałam wielu wspaniałych ludzi, z którymi widzę się w każdy weekend. Problem w tym, że chciałabym czuć się komfortowo nie tylko w weekendy.
Dlatego też nie mogę doczekać się poniedziałku, a w sumie nawet soboty, bo właśnie wtedy opuszczam Blessington. Jestem też przekonana, że za Irlandią będę tęsknić. Pewnie będzie mi brakowało rzeczy, o których teraz nawet nie myślę. Przy starcie samolotu, kiedy zobaczę Irlandię z góry, na bank uronię łezkę. W końcu spędziła tutaj 8 miesięcy swojego życia i te wszystkie rzeczy, które widziałam, doświadczyłam są już częścią mnie.
środa, 10 czerwca 2015
Słońce, plaża i nieszczęsny rower
Dzisiaj w Blessington piękny dzień. Ani jednej chmurki na niebie, co zdarza się kilka razy do roku. Aby uczcić te piękne chwile postanowiłam wsiąść na rower i zrobić kółko wokół jeziora. Zaraz po tym jak odprowadziłam Seren do szkoły spakowałam się do plecaka i jadę. Przejechałam może 4 km i nagle słyszę takie ' bum'! ( nie umiem tego inaczej określić). Na poczatku myślałam, że zgubiłam felgę, czy coś innego odpadło z mojego roweru-grata. Niestety nic nie zgubiłam. Przebiłam oponę. Ja nie wiem, co te opony do mnie mają?! W tym roku przebiłam oponę z pięć razy. Czy ja jeżdżę jakoś inaczej niż przeciętni zjadacze chleba ? Bo już na prawdę nie wiem o co chodzi.. Tym sposobem powkurzałam się chwilę trochę na siebie, trochę na rower, na oponę i na cały świat, ale żeby nie wracać do szaro-burego pokoju, w ktorym przesiedziałam już wystarczająco dużo czasu, postanowiłam usiąść sobie nad jeziorem i tak sobie posiedzieć. Przytargałam rower nad samą plażę, usiadłam na zielonej trawce, słońce świeci niemiłosiernie, więc musiałam przykryć głowę swetrem ( dobrze, że jest cienki). I tak sobie siedzę, patrzę na wodę i modlę się żeby nikt inny tutaj nie zawitał, bo czasami fajnie mieć święty spokój.
PS.żałuję tylko, że nie zabrałam ze sobą książki..
wtorek, 26 maja 2015
Dublin part 2
Dzisiaj kolejna część spaceru ulicami Dublina.
Zaczynami od Viking Area, czyli jednej z najstarszych części miasta, która setki lat temu była zamieszkana przez (jak sama nazwa wskazuje) Wikingów. W tej dzielnicy znajduje się wiele starych budowli takich jak Christ Church Cathedral ( najstarsza katedra w Dublinie, powstała około 1030 roku), Dublin Castle ( zamek), oraz pozostałości murów starego miasta.
Niestety lata świetności Viking area dawno przeminęły. Teraz ta okolica nie należy do najbezpieczniejszych. Jest tu dużo osób bezdomnych, uzależnionych od narkotyków, co jest tutaj ogromnym problemem. Spacerowanie tutaj w godzinach nocnych nie jest najlepszym pomysłem.
Następny przystanek: Replika statku Jeanie Johnston, ktktóry podczas klęski głodu ( lata 1845- 1849) przewoził Irlandzkich emigrantów do Ameryki Północnej. W tamtych czasach około dwa miliony osób opuściło Irlandię. Co ciekawe, Jeanie Johnston popobiła rekord jeśli chodzi o bezpieczeństwo: Żaden z pasażerów statku nie zginął podczas podróży do' lepszego świata '. Nawet kiedy statek napierał wody i powoli schodził na dno, załoga została ocalona przez przepływający niedaleko okręt.
Niedaleko statku Jeanie Johnston znajduję się pomnik upamiętniający czasy wielkiego głodu, podczas których populacja Irlandii zmniejszyła się o ponad 20%. Klęska ta była spowodowana zarazą ziemniaka, która szerzyła się w ówczesnej Europie.
Jest to jeden z najbardziej przejmujących pomników jakie widziałam w swoim życiu.
Idziemy dalej. Kierunek Dublin port.
Na zdjęciu jeden z największych statków pasażerskich na świecie ( według magazynu 'Forbes' sysytuuje się na dziewiątej pozycji) -Royal Princess. Okręt może pomieścić 3600 gości plus załogę, ma 19 pięter i 330 metrów długości. Jego matką chrzestną została księżna Cambridge Catherine Middleton. Na pokładzie statku znajdują się baseny, bary, restauracje, sale kinowe, teatr i wiele innych atrakcji. Statek kursuje w różne strony świata między innymi do Australii i Nowej Zelandii, na Karaiby, Hawaje. Można też wybrać opcję 'cruise the world', w której opłyniemy praktycznie całą kulę ziemską w sto dni wpływając do portów około 25 krajów.
Dublin to nie tylko gregoriańskie kamienice z kolorowymi drzwiami, ale też nowoczesne miasto. Irlandia słynie jako kraj o przyjaznym systemie podatkowym, dlatego wiele mimiędzynarodowych firm (np. Google) ma tutaj swoje siedziby.
czwartek, 23 kwietnia 2015
Przedstawiam Państwu Dublin
Dublin to miasto, w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia ! Pomimo tego, że na początku wydawało mi się mega skomplikowane ( jak to bywa, kiedy jesteśmy w jakimś mieście po raz pierwszy), a problem sprawiało mi przejście kilku metrów chodnikiem ( ludzie tutaj chodzą jakoś inaczej. Naprawdę! )
Subskrybuj:
Posty (Atom)