Dzisiaj w Blessington piękny dzień. Ani jednej chmurki na niebie, co zdarza się kilka razy do roku. Aby uczcić te piękne chwile postanowiłam wsiąść na rower i zrobić kółko wokół jeziora. Zaraz po tym jak odprowadziłam Seren do szkoły spakowałam się do plecaka i jadę. Przejechałam może 4 km i nagle słyszę takie ' bum'! ( nie umiem tego inaczej określić). Na poczatku myślałam, że zgubiłam felgę, czy coś innego odpadło z mojego roweru-grata. Niestety nic nie zgubiłam. Przebiłam oponę. Ja nie wiem, co te opony do mnie mają?! W tym roku przebiłam oponę z pięć razy. Czy ja jeżdżę jakoś inaczej niż przeciętni zjadacze chleba ? Bo już na prawdę nie wiem o co chodzi.. Tym sposobem powkurzałam się chwilę trochę na siebie, trochę na rower, na oponę i na cały świat, ale żeby nie wracać do szaro-burego pokoju, w ktorym przesiedziałam już wystarczająco dużo czasu, postanowiłam usiąść sobie nad jeziorem i tak sobie posiedzieć. Przytargałam rower nad samą plażę, usiadłam na zielonej trawce, słońce świeci niemiłosiernie, więc musiałam przykryć głowę swetrem ( dobrze, że jest cienki). I tak sobie siedzę, patrzę na wodę i modlę się żeby nikt inny tutaj nie zawitał, bo czasami fajnie mieć święty spokój.
PS.żałuję tylko, że nie zabrałam ze sobą książki..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz